Studenci Turystyki i rekreacji poznają zagospodarowanie turystyczne

Jesteście ciekawi co robią studenci Turystyki i rekreacji Uniwersytetu Zielonogórskiego w Sulechowie podczas zajęć terenowych? Same ciekawe rzeczy! 

15.11.2019r pod opieką doc. dr Krzysztofa Dzieńdziury pojechaliśmy zwiedzić największy w naszym województwie system umocnień zbudowany w latach 1934-44 - Międzyrzecki Rejon Umocniony, który zlokalizowany jest w Pniewie za Kaławą (gm. Międzyrzecz). Wjazdu na teren obiektu strzeże czołg T-34, który swoim wyglądem zachęca do skorzystania z usług muzeum. Na miejscu do dyspozycji turystów jest ogromny parking, tuż obok znajdziemy kasę biletową wraz ze sklepem z pamiątkami. Po chwili oczekiwania pojawił się nasz przewodnik, z którym już na samym początku złapaliśmy świetny kontakt. Wyprawa zapowiadała się wybornie! Pierwszym punktem naszej trasy było niewielkie muzeum, tam herszt naszej bandy krótko i rzeczowo opowiedział o początkach rejonu. Następnie przeszliśmy do części naziemnej fortyfikacji. Wrażenie robiły „zęby smoka”, które służyły jako bariera przeciwczołgowa. Na horyzoncie pojawiły się wzgórza, dowiedzieliśmy się, że właśnie tam za chwilę będziemy, ale 30 metrów pod ziemią. Po drodze do głównego wejścia mijaliśmy pancerne kopuły, które były punktami ogniowymi. Ich wytrzymałość została sprawdzona, gdy to Rosjanie strzelali do nich z bliskiej odległości przy użyciu haubic dużego kalibru. Potwierdzeniem tego są niewielkie wgłębienia po tamtejszym ataku. Co ciekawe, gdy pocisk trafiał w obiekt załoga znajdująca się wewnątrz nie miała najmniejszych szans na przeżycie. Z niecierpliwością oczekiwaliśmy najlepszego, lada chwila mieliśmy zejść kilkadziesiąt metrów pod ziemię! Właz wejściowy był niewielki, co stwarzało zagrożenie uderzenia głową o wystające elementy, mimo to wszyscy przedostaliśmy się do wnętrza kopuły bez komplikacji. Jako pierwsze zwiedziliśmy pomieszczenia załogi- sypialnie, toalety, pomieszczenie łączności oraz stanowiska karabinu maszynowego, miotacza ognia i granatnika. Standard nie dorównywał pięciogwiazdkowemu hotelowi, ale żołnierze nie mieli na co narzekać. Ku naszemu niezadowoleniu winda została wymontowana więc musieliśmy zejść stromymi schodami 30 metrów w dół. Towarzyszyły temu skrajne emocje od śmiechu po przerażenie spowodowane wysokością. Mimo przeciwności losu wszyscy bezpiecznie dotarliśmy na sam dół. Naszym oczom ukazała się podziemna stacja kolejowa, zazwyczaj taka konstrukcja nie budzi podziwu, ale nie zapominajmy że jesteśmy głęboko pod ziemią, szczęki musieliśmy zbierać z podłogi. Jedną z atrakcji była przejażdżka bardzo nietypowym pojazdem- drezyną, którąz trudem udało się nam rozpędzić do zawrotnej prędkości 8km/h. Na ścianach wiszą fotografię skrzydlatych zwierzątek, zamieszkujących bunkry - nietoperzy. Może nie wiedzieliście ale w podziemiach MRU znajduję się rezerwat faunistyczny „Nietoperek”. Kolonia tych skrzydlatych ssaków liczy ponad 30 tysięcy osobników, jest to naprawdę imponująca liczba! Jeszcze przed udostępnieniem obiektu do zwiedzania odbywały się w nim huczne imprezy lokalnych mieszkańców. Dyskoteka 50 metrów pod ziemią? Bylibyśmy pierwszymi, którzy ustawiliby się w kolejce, klimat jak z postapokaliptycznego świata, bomba! Nie obyło się też bez grupowej fotki, bo przecież pamiątek nigdy nie za mało.. Po sesji zdjęciowej ruszyliśmy długim na ponad kilometr tunelem, co rusz mijając zwisające głowami w dół nietoperze, mogliśmy je dosłownie podziwiać z odległości kilku centymetrów. Coś niesamowitego! Najwięcej emocji wzbudził jeden rozbudzony nietoperz, który śmignął kilkukrotnie ponad naszymi głowami. Na końcu wąskiego tunelu czekała na nas identyczna stacja z której wyszliśmy. Droga powrotna wyglądała tak samo z jedną małą różnicą, wracaliśmy w kompletnej ciemności. Klimat był przerażający, musieliśmy trzymać się razem, żeby bezpiecznie dotrzeć do wyjścia. Jako ludzie odważni (z pewnymi wyjątkami) podołaliśmy zadaniu! W końcu jesteśmy studentami gotowymi na wszystko! Od wyjścia oddzielało nas już kilkanaście metrów, po dotarciu na górę trening kondycyjny mieliśmy za sobą. Z uśmiechami na twarzy, pełni pozytywnych emocji pożegnaliśmy sympatycznego Pana przewodnika, życząc wszystkiego dobrego. W następnym tygodniu wyruszyliśmy na kolejną wyprawę. Tym razem o bardziej rozszerzonym programie, w planie mieliśmy zwiedzenie aż trzech obiektów, których nazwy poznacie w dalszej części Naszej pracy.Pierwszym punktem na trasie było Lubuskie Muzeum w Drzonowie. Po krótkiej podróży dotarliśmy na miejsce. Wysiadając z busa ujrzeliśmy przed sobą cały plac z pojazdami wojskowymi oraz główny budynek muzealny mieszczący kilka sal z ekspozycjami przedstawiający bronie białe i palne, z zakresu średniowiecza aż do współczesności. Weszliśmy do budynku, gdzie serdecznie przywitała nas obsługa. Po krótkim wprowadzeniu przewodnika o działalności muzeum przeszliśmy do pierwszej sali poświęconej głównie broni z okresu średniowiecza. Na ścianach i w gablotach znajdowały się szable, miecze, elementy pancerza a wszystko to miało swoje oznaczenie więc nie było potrzeby wypytywania się przewodnika o nazwę każdego pojedynczego eksponatu. Zaraz po tym przeszliśmy do kolejnej sali, tym razem także z bronią palną. Również i tu można było oglądać wyposażenie żołnierzy z poprzednich epok. Na ścianach wisiały halabardy, włócznie i ciężkie miecze dwuręczne. Obok, w gablotach leżały rewolwery a zaraz obok karabiny na amunicję czarno prochową. Nie zabrakło tu również fragmentów odzieży wojaków z tamtych lat. Następnie przeszliśmy do sali, której tematyką była konkretnie I i II Wojna Światowa. Niemieckie wyposażenie bojowe, umundurowanie polskie i nazistowskie, medale za służbę, zdjęcia żołnierzy. To wszystko pozwoliło na chwilowe odcięcie się od rzeczywistości i przeniesienie się w czasie i zobrazowanie chaosu wojny. Na koniec udaliśmy się do pomieszczenia, gdzie także i studentki miały coś dla siebie. Oglądaliśmy zdjęcia kobiet walczących na froncie II W.Ś. oraz ich umundurowanie, podczas gdy przewodnik opowiadał nam ich rolę. I tu zakończyła się część zwiedzania Lubuskiego Muzeum Wojskowego wewnątrz, ale pozostała jeszcze część zewnętrzna czyli pojazdy. Także skierowaliśmy się w stronę głównego wyjścia.

Wyszliśmy z obiektu, jednak nie zobaczyliśmy słońca. Padł na nas cień maszyn, które uśmiercały wrogów ojczyzny lub stały po 2 stronie i zabijały polskich żołnierzy na polu bitwy. Studentki spojrzały na te maszyny przerażone, a w oczach studentów można było zobaczyć niespełnione z dzieciństwa marzenia o wzbiciu sie w powietrze Su-22M4. Ekspozycje zebrane przez muzeum budzą podziw, ale i strach. Podszedł do nas uśmiechnięty przewodnik, który jest wyspecjalizowany w oprowadzaniu po zabytkach z lotnictwa, sprzętu ciężkiego i uzbrojenia rakietowego. Przeszliśmy po zadbanej trawie za opiekunem, który opowiadał o mijanych obiektach, takich jak czołg średni T-34, działo samobieżne SU-152. Po chwili ogólnych informacji dotarliśmy do 1 przystanku, nie byle czego, gdyż samolotu MiG-21U, który jest radzieckim samolotem myśliwskim, produkowanym w Czechosłowacji i Indiach na licencji ZSRR. Jego prędkość maksymalna to aż 2130 km/h. Mieliśmy możliwość wejścia do tego samolotu myśliwskiego. Po wejściu do samolotu przez kilka osób, przeszliśmy do tajemniczego pojazdu, którym okazał się system przeciwlotniczy 2K11M1 "Krug". Pojazd z radarem SNR 1S32M1 również można było obejrzeć poprzez wejście do środka. Po wejściu oczom studentów ukazywały się dziesiątki przycisków, przełączników i szklane szyby monitorów. To, że jest to system radzieckiej produkcji zdradzała cyrylica. Z powodu zbliżającej się godziny odjazdu do następnego obiektu wyjazdu, udaliśmy się do bramy wyjściowej, po drodze podziwiając kolekcję armat przeciwlotniczych i haubic, czyli dział strzelających ładunkami miotającymi, stosowanymi przede wszystkim do prowadzenia ognia do celów ukrytych za przeszkodami terenowymi. Pożegnaliśmy pana przewodnika, dziękując za podzieleniem się wiedzą i po świetnie spędzonym czasie w Muzeum Wojskowym udaliśmy się do busa.Po zdobyciu wiedzy na temat militariów udaliśmy się do Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza w Świdnicy. Miła Pani przewodnik bardzo rzeczowo opowiedziała nam o historii muzeum. Po wprowadzeniu przeszliśmy do zwiedzania. Pierwszą przeszkodą były schody, ale dla niezmordowanych turystów to drobnostka. Na piętrach czekały na nas cztery sale o różnej tematyce. Pomieszczenia były ułożone od okresu najstarszego do najmłodszego. Można było poczuć klimaty tych miejsc, dosłownie przenieść się w czasie! Okres najdawniejszy ilustruje ekspozycja “Łowcy I rolnicy epoki kamienia na Środkowym Nadodrzu”. Ta wystawa, skierowana głównie do młodzieży ukazuje życie człowieka w okresie od paleolitu schyłkowego do końca neolitu. Tuż obok znajduje się sala poświęcona Wicinie, grodowi metalurgów sprzed 250lat! Naszym oczom ukazały się najciekawsze przedmioty wydobyte w trakcie wieloletnich badań wykopaliskowych na grodzisku kultury łużyckiej. Ozdoby brązowe I złote, element uzbrojenia, ceramika i narzędzia. Archeologowie wykonali kawał dobrej roboty. Nasza przewodniczka z ogromnym zapałem odpowiadała na wszystkie pytania, pałał od niej profesjonalizm, od razu rozpoznaje się pasjonatów. Ciekawi kolejnych atrakcji przeszliśmy do kolejnej sali – Środkowe Nadodrze u schyłku starożytności. Obejmuje okres od III w. p.n.e. do V w. p.n.e. w tym okresie można zaobserwować wpływy celtyckie i rzymskie. Podczas wykopalisk odnaleziono szklane paciorki z wyobrażeniem twarzy ludzkiej, przy braku postępu technicznego, odpowiednich narzędzi, wykonanie takich przedmiotów ręcznie wymagało nie lad wprawy. Wisienką na torcie była wystawa “Miasto i wieś we wczesnym średniowieczu”. Zgromadzono tu zbiory z życia codziennego mieszkańców wczesnego średniowiecza, głównie uzbrojenie i akcesoria związane z ekwipażem końskim. Wystawę uzupełniają gobeliny, które przedstawiają wizję bitew średniowiecznych. Naszym trzecim A zarazem ostatnim przystankiem podczas wizyty studyjnej był skansen w Ochli. Odczucia po wizycie były bardzo pozytywne, gdyż przygotowanie merytoryczne prowadzącej było najlepsze ze wszystkich muzeów jakie odwiedziliśmy tego dnia, a do tego w bardzo przyjaznej atmosferze. Pełna nazwa tego obiektu to Muzeum Etnograficzne w Zielonej Górze z siedzibą w Ochli I jest to placówka naukowo-badawcza I oświatowa. Na swym obszarze mieści prawie 8000 zabytków kultury ludowej z czterech historycznych regionów: Zachodniej Wielkopolski, wschodnich Łużyc, dolnego Śląska i tzw. Obszaru środkowo lubuskiego. Oprowadzanie zaczęło się od wiedzy praktycznej, Która została nam krótko i zwięźle przekazana w drodze do pierwszego punktu naszego zwiedzania. Wszystkiego obiekty zostały nam pokazane i omówione w kolejności chronologicznej, co dodatkowo pozwoliło na łatwiejsze wizualizowanie sobie życia tamtejszych osadników. Do najcenniejszych zabytków, które mieliśmy okazję zobaczyć należą, dom z Potrzebowa (1675) oraz Wieża winiarska z Budachowa (XVIII w). W tych miejscach prowadząca również wykazała się ogromną wiedzą merytoryczną i opowiedziała nam z ogromną pasją historię tych miejsc. Oprócz zwiedzania budownictwa ludowego, znajduje się tutaj również wiele eksponatów kultury technicznej, strojów, tkanin oraz sztuki ludowej. Udało nam się dowiedzieć również, iż muzeum oferuje program edukacyjny, podczas którego można zobaczyć jak wykonywano codzienne prace w gospodarstwach w minionych latach. Nasza grupa przybyła tam głównie by dowiedzieć się tajników prowadzenia takiej działalności, więc oprócz wiedzy historycznej jaka została nam przekazana, dowiedzieliśmy się również jak działa ta organizacja i do kogo głównie jest skierowana. Mianowicie, skansen w Ochli prowadzi swoją działalność głównie dla zorganizowanych grup, takich jak wycieczki szkolne czy grupowe, minusem jest tutaj mała organizacja jeśli chodzi o osoby indywidualne, ponieważ byliśmy naocznymi świadkami jak dla rodziny nie było w stanie zorganizować przewodnika, gdyż nie było to opłacalne dla tak małej grupy. Oprócz oprowadzania wokół zabytków na terenie skansenu działa karczma oraz łowisko ze smażalnia ryb. W skansenie można zorganizować również ognisko z grillem na wyspie, przyjęcie lub inną imprezę po wcześniejszym zgłoszeniu i zapisaniu. Możemy z pewnością stwierdzić że wycieczka była w pełni udana . Na taką wycieczkę mogą się udać osoby w różnym przedziale wiekowym aby pogłębić swoją wiedzę oraz poznać tajniki historii. Zdecydowanie wyjazd ten pozwolił nam poznać szczegóły prowadzenia takiej działalności co z pewnością przyda nam się w dalszej karierze.

Prowadzący zajęcia terenowe: doc. dr Krzysztof Dzieńdziura
Studenci II roku Turystyki i rekreacji UZ: Karolina Kończyk, Dawid Rzeszutek, Oliwia Smaruj, Łukasz Stupieńko, Bartosz Wasilewicz, Dominika Winiarska, Natalia Zbróg

 

Adres

Filia Uniwersytetu Zielonogórskiego
w Sulechowie

ul. Armii Krajowej 51
66-100 Sulechów

tel: 68 352 83 02

Filia Uniwersytetu Zielonogórskiego w Sulechowie, ©2019